24 grudnia 2013

9 grudnia 2013

Pięć godzin w Zakopanem :)

W sobotę wyjeżdżaliśmy do Zakopanego na jeden dzień. Pobudka o 3:45, odjazd o 5:50, przyjazd o 12:30. W samym Zakopanem spędziliśmy 5 godzin: wyjazd o 18, a przyjazd do Budapesztu o 23:50... :P Nie mówię, że nie było warto, ale jechać przez 12 godzin to zdecydowanie za dużo. Cały dzień padał śnieg, było przepiękne! :) Co więcej, nareszcie mogłam mówić po polsku! Z Polakami! :D 








17 listopada 2013

mało słów, dużo zdjęć ;)

Dawno nie pisałam, to była chyba najdłuższa przerwa w pisaniu tego bloga. (Mam nadzieję :P)

Co się zdarzyło od połowy sierpnia?

Po pierwsze, byliśmy w Alzacji z Benedekiem, jego mamą i bratem. Odwiedziliśmy przepiękne miejsca we Francji, Niemczech i Szwajcarii. Kilka zdjęć:

Colmar (Francja)

Colmar

Colmar

Benedek rozmawia z kotem w Munster :D

Munster (francuski :))

jezioro w Longemer (Francja)

Freiburg (Niemcy)

Bazylea (Szwajcaria)

Bazylea i Ren :)

Na początku września chórem pojechaliśmy do Aggtelek, do cudownej jaskini, gdzie mieliśmy koncert! Było to fantastyczne przeżycie.




A potem zaczął się mój trzeci semestr na magisterce... Ostatni rok na uniwersytecie. Początek był ciężki, ale już się przyzwyczaiłam do "mamy tylko tłumaczenie ustne, a z tego mnóstwo". :D
W paźdźerniku kupiłam sobie smartfona. :P Na szczęście nie jest aż tak smart, więc nie mogę na nim cały czas fejsbukować. :P
A na początku listopada, tuż przed moimi urodzinami (ha! jestem stara!) odwiedziliśmy Kijów :)




Stacja metra :)


W metrze.



8 sierpnia 2013

BT n°2

Kilka dni temu wróciłam z kolejnego "Obozu Odważnych" (czyli Bátor Tábor). Uwielbiam to miejsce. Jestem po prostu w nim zakochana. Motto nasze jest "gdzie zawsze świeci słońce", i to jest prawda! Nawet kiedy byłam tam w listopadzie, świeciło słońce... 
OK, może tych 43 stopni w zeszłym tygodniu to przesada, ale i tak. :P
Wiem, że tutaj nigdy nie pisałam o tym obozie tak normalnie, żeby wszyscy zrozumieli, o co tam chodzi. Ale to nie jest łatwe, kiedy człowiek jest w samym środku wszystkich tych wydarzeń. I to nie jest łatwe do sformułowania. 
Może z zdjęciami będzie lżej :-)

Na zajęciach plastycznych. Jak (nie) widać, jestem po prawej i chyba właśnie coś tłumaczę. Ale już nie pamiętam, może tylko coś mówię do dzieci. :P Na tych zajęciach dzieci robiły pamiętniki, które mogły ozdabiać tak jak chciały. Dziewczynka po lewej mieszkała w naszym domku.
A K. (z okularami) był po prostu prześmieszne, robił takie miny, że cały obóz go znał już po pierwszym dniu. :)

Trzy Słowaczki z naszego domku. Ta w środku była też w zeszłym roku :)

T. i G. z naszego domku. T. była naszą małą księżniczką, która w ogóle innymi się nie interesowała. Zawsze chciała być pierwsza i nigdy nie rozumiała, dlaczego musimy innych też posłuchać. Rozpieszczone dziecko. :) A G. - ona po prostu wszystko wie o naturze, o zwierzętach! Pewnego wieczoru ona przyszła do mnie i zapytała: "Powiedzieć Ci ciekawostkę o samcach komarów?" :D Nigdy nie zapomnę tego momentu... 

Oto jubileuszowy, bo dziesiąty międzynarodowy turnus :)) (Jestem w samym środku ;))

D., słoneczko naszego domku... Ona zawsze była otwarta, uśmiechnięta i chętna. Powiem szczerze, że razem z tą dziewczynką, z którą jest na następnym zdjęciu, one były moje ulubione na całym obozie.

Oto D. i A.: właśnie chcą zdecydować, kto idzie pierwsza na Szellő :) 

Domek numer 1. :)

A na koniec dwie Polki na programie "Tajemniczy Las", gdzie jedno z zadań polegało na przeprowadzeniu drugiej osoby przez labirynt. :)
Jakby metafora całego obozu, gdzie dziewczynka w różowej koszulce jest wolontariuszem, a druga - dziecko.
Wiem, że to tylko kilka chwil z całego tygodnia, ale nie można po prostu opisać tego procesu, jak w ciągu tygodnia dzieci stały się coraz odważniejsze, coraz bardziej uśmiechnięte i otwarte. Musieliśmy nad tym dużo pracować. Na przykład: w tym roku przyjechał chłopak, który ma tylko jedną rękę. W zeszłym roku też był, więc znał wszystkie programy, i już z góry zdecydował, że w tym roku nie chce brać udziału w łucznictwie, bo w zeszłym roku mu się nie udało strzelać. Natomiast nasi fajni wolontariusze (którzy prowadzą ten program) wymyślali taki sposób, żeby on też mógł strzelać - nogą! 

Tak strzelają inne dzieci.

A tak strzela to dziecko, którym udało się to zrobić po raz pierwszy w życiu...

Sądzę, że właśnie na tym polega istota Bator Tabor: dać szansę wszystkim dzieciom. I to trudna praca. Ale chyba najpiękniejsza na całym świecie...